|
|
|
|
Dlaczego nosić ? |
|
|
Jestem mamą dwójki wspaniałych chłopców, a od przyjścia na świat mojego drugiego synka wielką pasjonatką noszenia dzieci w chustach.
Pierwszego synka urodziłam ponad 7 lat temu, wtedy niestety nie miałam pojęcia o istnieniu chust. Z maluszkiem starałam się postępować z zgodnie z radami z książek i prasy dla rodziców… Muszę się przyznać, że nie wychodziło mi to najlepiej… jak wspominam pierwsze nasze miesiące razem, to widzę je jako pasmo płaczu, jego, mojego, naszego…Synek płakał, był niespokojny, nie pozwalał odłożyć się do łóżeczka, oboje z mężem byliśmy wykończeni. Kręgosłup i ręce odmawiały nam posłuszeństwa, ale nie mieliśmy serca odkładać naszego maleństwa aby się wypłakało…Więc nosiliśmy, nosiliśmy… ale decyzję o następnym dziecku odkładaliśmy w obawie, że będzie to „powtórka z rozrywki” ;)
W końcu jednak pragnienie tulenia maleńkiego człowieczka przesłoniło nam nawet te nieprzespane, przenoszone noce… na świat szykował się nasz drugi synek Leżąc w zagrożonej ciąży – kiedy jedynym moim kontaktem ze światem był Internet natknęłam się na chusty… hmm… sceptycznie podchodziłam do opinii zachwalających je ludzi – w końcu to tylko kilka metrów materiału… gdzie tkwi geniusz tego rozwiązania?
Sceptyczna, ale i pełna nadzieji uzbrojona w moją pierwszą długą wiązaną chustę z radością oczekiwałam urodzin synka. Wyrzuciłam wszystkie mądre książki, nie kupowałam już stosów gazet. Postanowiłam zdać się na swój instynkt.
Zostałam ja, chusta i mały Chuściaczek (jak pieszczotliwie nazywałam syneczka).
I stał się cud – dziecko prawie nie płakało, potrafiło usnąć samodzielnie w łóżeczku, ominęły nas kolki… czy to wyłączna zasługa chusty – pewnie nie, ale na pewno mój kręgosłup jest mi wdzięczny .
Dlaczego chusta?
Wyobraź sobie siebie na miejscu Twojego dzieciątka. 9 pierwszych miesięcy spędzasz w przytulnym, ciepłym brzuszku. Mama chodząc kołysze Cię jak na huśtawce, jest ciepło, nigdy nie odczuwasz głodu. Usypiasz utulony delikatnym bujaniem w rytm oddechu a jej bicie serca to nieodłącznie towarzyszący Ci dźwięk.
A potem następuje poród – zderzenie z obcym światem – rażącym światłem, zimnem… no i nieznanym uczuciem głodu – koszmar jednym słowem.
Ale przytula Cię mama – kojący dotyk rąk, ciepło jej dłoni i to znajome bicie jej serca… uspokajasz się…
A potem odłożony do łóżeczka tracisz kontakt z jej przyjaznym ciałem, nagle otacza Cię cisza (znasz to uczucie, gdy cisza aż dzwoni w uszach – pomyśl, jak musi czuć się niemowlę, które otoczone przez dźwięki nagle zostaje w kompletnej ciszy – brrr…) Dla niemowlęcia odłożenie na plecki jest bardzo niekomfortowym doznaniem, reaguje przeważnie gwałtownym rozłożeniem rączek i płaczem. I nic dziwnego. Nie ma pojęcia co się z nim dzieje – ma jeszcze bardzo słaby wzrok (noworodek dobrze widzi tylko w odległości ok. 30 cm) nagle nie czuje ciepła ciała mamy, nie słyszy bicia jej serca… pusta przestrzeń dookoła wydaje się strasznie nieprzyjazna – nie umie tego jeszcze powiedzieć, ale doskonale umie pokazać to całym sobą i rozpaczliwym płaczem.
Wtulony w mamę noworodek powoli oswaja się z otaczającym go światem. Jeśli dzieje się to stopniowo i delikatnie, maluszek przekonuje się, że to nie jest takie nieprzyjemne miejsce jak dotąd mu się wydawało… Stopniowo i delikatnie oswajany Malec bez specjalnych protestów pozwoli Ci odłożyć się do łóżeczka – wiedząc, że zawsze jesteś blisko i zawsze utulisz jego lęki. Euforia poporodowa daje nam niespożyte wydawałoby się siły… ale niestety kiedyś one się kończą. I co potem?
Ciągle jest coś do zrobienia: obiad dla rodziny, kanapki do szkoły dla starszych dzieci, dom sam się nie posprząta i nawet naczynia nie chcą same lewitować w poszukiwaniu drogi do zmywarki… Więc z ciężkim sercem zostawiasz swoje maleństwo w ślicznym zapewne (przecież pościel wybierałaś z taką troską i dbałością, żeby kolory były sympatyczne, żeby materiał był milutki dla Twojej kruszynki) łóżeczku. A Twój aniołek co? Nie chce tam zostać. Rozdzierającym krzykiem przywołuje Cię do siebie. A Ty powoli opadasz z sił, bo jak tu nosić te słodkie kilogramy całą dobę??? Przecież wtedy nie da się nic zrobić w domu… Niestety dla nas skończyły się czasy wielopokoleniowych domów, gdzie zawsze ktoś pomagał młodej mamie. Teraz po powrocie ze szpitala zostajemy przeważnie z naszym słodkim maleństwem same – zmęczone, niepewne swoich kwalifikacji w roli matki, nierzadko przerażone i przytłoczone odpowiedzialnością.
Doskonale znam te uczucia z autopsji…
Jest jeszcze druga opcja – musisz zająć się domem i zostawiasz dziecko pozwalając mu się wypłakać… fakt, pewnie po jakimś czasie dziecko się uspokoi – najpierw będzie usypiać z wyczerpania – długie wzywanie pomocy wykończy jego siły i zmęczone szlochaniem w końcu na pewno uśnie. Po kilku, kilkunastu takich „akcjach” możliwe, że nie będzie już płakać… ale nie dlatego, że się czegokolwiek „nauczy” – przestanie płakać, bo uświadomi sobie, że jego sygnały i tak zostaną zignorowane… przerażające, prawda?
Rozumiem, że przy noworodku masz wrażenie, że nie robisz nic innego, tylko karmisz, przewijasz, usypiasz, nosisz, kąpiesz… monotonne i wykańczające.
Ale właśnie tu z pomocą przychodzi chusta. Niezwykły kawałek materiału, który daje Ci luksus dwóch wolnych rąk oraz zapewnia bezpieczeństwo i dobre samopoczucie Twojego dziecka.
Malec od pierwszych dni uczestniczy w życiu domu. Możesz spokojnie gotować, sprzątać, czytać – czy siedzieć przed komputerem. Ono bezpiecznie wtulone w Ciebie może obserwować świat a zmęczone spokojnie zasnąć, wciąż wtulone w Twoje ciało.
Stopniowo poznaje świat – zabezpieczone przed nadmiarem bodźców zewnętrznych – ostrym światłem, zimnem spokojnie adaptuje się do zmienionych warunków.
Dzieci noszone w chustach są spokojniejsze – odłożone do łóżeczka nie protestują głośnym płaczem przed zostawieniem ich – raczej ciekawie obserwują otoczenie pewne, że w każdej chwili mogą wrócić w ukochane ramiona mamy czy taty. Z reguły szybciej się rozwijają – mają przecież udział w życiu domu – przecież z chusty wszystko o wiele lepiej widać, niż z łóżeczka w pokoju dziecinnym…
Dzieci, którym zaspokoi się naturalną potrzebę bliskości są otwarte na nowe doświadczenia, pogodnie i z ufnością podchodzą do nowego świata.
Kłopoty z kolką – zmora większości rodziców, dla dzieci chustowych prawie nieznany problem. Nie ma jeszcze naukowych dowodów na poparcie tej tezy – ale spotkałam się z opinią, że kolka jest odpowiedzią ze strony niedojrzałego układu nerwowego niemowlęcia na zetknięcie z tyloma nieznanymi uczuciami i doświadczeniami. Odpowiedzią na stres są problemy z brzuszkiem – ten rozdzierający nieutulony płacz, którym dziecko daje nam znać, że nie umie sobie poradzić z nadmiarem bodźców.
Zadziwiające, że kolka nie dotyczy znacznej większości dzieci noszonych od pierwszych dni w chustach…
Jeśli obawiasz się o kręgosłup i bioderka swojego maleństwa to zauważ, w jaki sposób dziecko jest ułożone w chuście… Naturalnie zaokrąglony kręgosłup, rozłożone na boki nóżki, ciężka (w stosunku do reszty ciała) główka doskonale podtrzymane przez materiał chusty. Wystarczy popatrzeć na zadowolone maleństwo, by wiedzieć, że chusta jest dla dziecka dobra… ale jeśli to nie wystarczy, można zasięgnąć opinii lekarzy i ortopedów – zdecydowana większość z nich poleca chusty.
To tyle dla dziecka – a co dla Ciebie?
WOLNOŚĆ – to nie jest jakiś pusty slogan – naprawdę zyskujesz wolność dla rąk, wolność wybrania się w każde miejsce – na zakupy, do galerii sztuki, na spacer po parku, brzegiem morza, w góry…
Wyobraź sobie siebie w każdej z tych sytuacji z wielkim wózkiem – sklep – schody, wąskie przejścia między półkami, piasek na plaży po którym ciężko przejechać na kółkach… góry – chyba tylko w sferze marzeń… a jak jeszcze mieszkasz w bloku w którym nie ma windy i każdy spacer to dźwiganie kilkunastu kilogramów, w dodatku niewygodnych, stopień za stopniem… to chusta jest dla Ciebie prawdziwym wybawieniem.
Nie wierzycie? – Przekonajcie się sami. Jestem pewna, że stwierdzicie za jakiś czas – że zakup chusty był najlepszą inwestycją w wyprawce Waszego dzieciątka.
Jeśli macie jakieś wątpliwości chętnie odpowiem na Wasze pytania.
|
|
|
|
|